![]() |
fot. Łukasz Giza |
To punkt wyjścia najnowszej
realizacji wrocławskiego Capitolu i Mateusza Pakuły, który tworząc „Jak nie
zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję” zdominował cały, teatralny rok
2023. I wcale tego żałuję! Przeciwnie – bardzo się cieszę, bo wspomniane
przedstawienie to doświadczenie, którego się nie zapomina. (link do mojej refleksji tutaj) W moim
mniemaniu „Złote Płyty” zasługują na równie wielkie uznanie, choć jest to
spektakl diametralnie inny od przytoczonej wyżej koprodukcji Łaźni Nowej i
kieleckiego Żeromskiego. Opowieść o posiedzeniach rady Carla Sagana do spraw
złotej spuścizny ludzkości wytłoczonej na płytach gramofonowych to rzecz
przepełniona nie tylko genialnym humorem, cudowną muzyką, ale również niezwykle
aktualnym przesłaniem.
Jakaż inna konstatacja może
wyniknąć z zestawienia człowieka ze wszechświatem? Chyba tylko ta o naszej
małości, ograniczoności i przemijalności. Do tej myśli prowadzi nas już sam
video-prolog, prezentujący rozmiary kosmosu i poszczególnych jego składowych.
Tak bezkompromisowy kopniak w ludzką pychę ustawia widzów w odpowiednim
stosunku do historii Sagana (Rafał Derkacz) oraz jego doradców i doradczyń:
Lindy (Katarzyna Pietruska), Tima (Albert Pyśk), Ann (Helena Sujecka), Frank
(Emose Uhunmwangho), Dicka (Michał Zborowski. Choć temu ostatniemu bliżej do
superwizora czy wielkiego brata niż rzeczywistego sprzymierzeńca.
![]() |
fot. Łukasz Giza |
Gdyby wymienić nazwiska lub nazwy
wykonawców pierwowzorów muzycznych wykorzystanych w „Złotych Płytach”, byłaby
to już wystarczająca rekomendacja dla wszystkich fanów klasyki popu,
rock’n’rolla czy bluesa – wspomniana Kate Bush, The Beatles, Elton John, Led
Zeppelin, Nazareth czy Chuck Berry. Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że
najbardziej przebojowe w realizacji wrocławskiego Capitolu są pseudonaukowe
wywody Frank, wyśmienicie kreowanej przez Emose Uhunmwangho. Jej niezwykle
skomplikowany sposób wyjaśniania wzorów czy objaśniania piktogramów, a wreszcie
znakomicie zrelacjonowana historia Drużyny Pierścienia odczytana z obrazu przedstawiającego damskie genitalia. Toż to istny komediowy majstersztyk.
Podobnie jak wspomniane już
„kosmiczne love story” łączące Carla i Ann. Gruba kreska, jaką maluje tę
relację Mateusz Pakuła oraz zabawne, kampowe choreografie Mikołaja Karczewskiego
to kolejne z elementów upuszczających nieco powietrza z tej smutnej w gruncie
rzeczy historii o naszej moralnej biedzie.
Zanim jednak do meritum wspomnieć
należy o rzeczy może oczywistej na deskach muzycznego teatru, ale jednak wartej
odnotowania. Utwory wymienionych wcześniej, znakomitych twórców, zostały
przepięknie zaaranżowane przez duet Antonis Skolias oraz Zuzanna
Skolias-Pakuła, a ich wokalne wykonanie stoi na najwyższym poziomie.
Szczególnie w pamięci zapisało mi się „When The Levee Breaks” Zeppelinów w
wydaniu Emose Uhunmwangho oraz „Love Hurts” zespołu Nazareth wyśpiewane przez
Alberta Pyśka.
![]() |
fot. Łukasz Giza |
Konrad Pruszyński
konradpruszynskiofficial@gmail.com
Komentarze
Prześlij komentarz